czwartek, 17 listopada 2016

OSACZONA

Osaczona, czyli nowy thriller, który już  końcem listopada wchodzi do kin. Trailer bardzo mnie zachęcił i 25 mam nadzieję, że spotykamy się w kinie:)

poniedziałek, 20 maja 2013

Szczypta szaleństwa z KOBO

Cienie KOBO- moja miłość:) Uwielbiam ich kolory, intensywność no i trwałość. Razem z cieniami Sleek'a są moim numerem 1. Zawsze i wszędzie!
Dziś ciut odważniejszy makijaż, ale bez przesady;)
Na twarzy podkład Ingrid, kolor 15 natural, wykończony transparentnym, sypkim pudrem L'Oreal 401.
Róż- Pierre Rene no.1 Soft Rouge.
Oczy:
baza Ingrid, cienie KOBO: rosy koral 107, lavender  oraz Ruby Rose: biel (jako cień bazowy),
Makijaż podkreśliłam białą kredką Bell z nowej serii  dla oczu wrażliwych oraz eyelinerem w żelu Essence.
Nieco szaleństwa dodał niebieski tusz Rimmel.




środa, 15 maja 2013

Beże, beże, ja w nie wierzę!

Uwielbiam takie kolory. Beże, kremowe brązy, kawa z mlekiem, cappuccino, brudna biel.....to dla mnie raj. Bardzo dobrze się w nich czuje i muszę przyznać, że najczęściej właśnie w takiej kolorystyce są moje oczy.
Pasują na każdą okazję: lekkie, jasne są idealne na dzień, do szkoły, pracy, a mocne i wyraźne na wieczorne wyjścia.
Oto moja dzisiejsza propozycja ich wykorzystania:




I need more sun!!!

Dzisiaj oczy, które w założeniu mają przywoływać słońce- jak na dzień dzisiejszy spisują się znakomicie;)




niedziela, 25 listopada 2012

METALicznie

Robiąc dziś przegląd kosmetyczki, natrafiłam na głęboko schowane, metaliczne cienie.
Kupiłam kiedyś okazyjnie i w zasadzie nie używałam, bo nie przepadam za cieniami sypkimi, a już w szczególności tak mocno świecącymi.
Jak wyszło- ocenicie sami. Nie jest to idealny efekt, który chciałam osiągnąć, ale jak na pierwszy raz to tragicznie nie jest.






środa, 21 listopada 2012

Cud, miód i... NUTRI GOLD

Cud- pierwszy krem, który w żadnym stopniu mnie nie podrażnia, nie roluje się, nie jest zbyt gęsty ani za rzadki- jest w sam raz, idealnie się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Pierwszy, który rzeczywiście nawilża moją skórę- czuję to i naprawdę widzę jej poprawę. 

Miód- zapach miodu jest zniewalający, czuję go przez większość część dnia. Mimo intensywności zapachu nie jest on ani trochę przeszkadzający czy zbyt ostry.

NUTRI GOLD- krem od L'Oreal Paris, bo to o nim właśnie mowa jest dla mojej skóry cudownym, miodowym odżywieniem. Tak, tak, odżywieniem... bo oprócz nawilżania, równie dobrze odżywia, dzięki czemu twarz jest gładsza, nabiera kolorów i promienieje.

Krem stał się moim nr 1 i gorąco go Wam polecam. Jest idealny na okres jesienno-zimowy kiedy cera potrzebuje dodatkowych składników odżywczych, witamin (mamy tutaj witaminę C). Używam go już ponad miesiąca i od tego momentu jestem w nim absolutnie zakochana.
W tym miejscu chciałabym podziękować firmie L'Oreal, która chcąc chronić moją skórę zimową porą, przysłała mi ten krem. DZIĘKI- kocham was! :*



Na koniec delikatny, dzienny makijaż wykonany z pomocą NUTRI GOLD, bo Drogie Panie ;) sprawdza się on idealnie jako baza, utrzymuje się tak długo, że nie ma powodu by nakładać na niego jeszcze jakąkolwiek bazę.